Może zacznę od tego jak w ogóle się
dostałam na wymianę?
Cała historia nie jest bardzo
skomplikowana.
Rok temu moja przyjaciółka, którą
zazwyczaj nazywam Carycą, aplikowała do organizacji, która
organizuje wymiany do Stanów Zjednoczonych. Na jej nieszczęście
nie udało jej się dostać. Pamiętam jak bardzo płakała.
W tym roku postanowiłam aplikować
razem z nią. Caryca podała mi kilka organizacji.
Próbowałam z Flexem i kilkoma innymi
organizacjami. Nie miałam szczęścia. Nie dostałam się nigdzie.
Z czasem mój tata zaproponował mi,
żebym poszukała czegoś innego. Może wymianę do Holandii, albo
jeszcze gdzieś indziej. Stwierdziłam, że to nie jest zły pomysł.
Od razu zaczęłam szukać. Po godzinie znalazłam. Organizacja
prowadziła wymiany nie tylko z dwoma czy trzema krajami, a ponad
dwudziestoma. Oczywiście w proponowanych krajach mieli również
Stany Zjednoczone.
Nic nie mówiąc rodzicom zaczęłam
wypełniać arkusze. Tydzień później poszłam do kuchni z plikiem
kartek i poprosiłam, żeby się podpisali. Kiedy przeczytali co im
dałam, byli zdziwieni. Może mama była bardziej dumna, a tata
zdezorientowany.
Jeżeli kiedykolwiek będziesz chciała
lub chciał pojechać na wymianę, błagam nie rób tego za plecami
swoich rodziców. Najpierw usiądź z nimi i porozmawiaj.
Zaoszczędzicie sobie problemów.
Moi rodzice podpisali wszystko, a już
na następny dzień poszłam z zamiarem wysłania aplikacji na
pocztę. Pięć minut później byłam z powrotem w domu. Nie ważne,
że poczta jest dziesięć minut piechotą w jedną stronę. Nie
dałam rady wysłać tej aplikacji. Co śmieszniejsze ja jej nie
wysłałam. Po prostu było to dla mnie coś prawie nie możliwego.
Musiałam poprosić moją mamę, żeby zrobiła to za mnie.
Wydaje się śmieszne co?
Mogę wam obiecać, że to nie było śmieszne. To było straszne.
Przenieśmy się w czasie do 28.02.2018
roku.
Dokładnie na lekcji chemii dostałam
e-maila. Oczywiście po moim doświadczeniu z innymi organizacjami
byłam pewna, że nie dostałam się. Jakie było moje zdziwienie
kiedy zobaczyłam, że w następnym tygodniu miałam stawić się w
Poznaniu.
Po dziś dzień zastanawiam się jak to
możliwe, że moja nauczycielka nie zauważyła, że mój telefon
spadł na podłogę?
Wracając do historii. Dokładnie
pamiętam kogo spotkałam na rozmowie kwalifikacyjnej i niektóre
pytania. ''Co byś zrobiła gdyby...?'' , ''Jakie są twoje obowiązki
w domu?'' , ''Czym się interesujesz'' i tym podobne. Siedzieliśmy
tam godzinę z hakiem. Kiedy zaczęliśmy się zbierać pani, która
prowadziła rozmowę zapytała się mnie czy chce coś zmienić w
swoim wyborze krajów. Pomyślałam, że mogę dodać kilka. Miałam
wtedy tylko Holandię i Stany Zjednoczone. Postanowiłam zmienić
prawie wszystko.
Moim pierwszym wyborem były oczywiście
Stany Zjednoczone, potem Ekwador, Argentyna, Holandia, Chile.
Miesiąc później dostałam kolejnego
e-maila. Tym razem na poprawie z chemii.
Ale chwila. Co ja robiłam z telefonem
na poprawie z chemii? Błagam przecież dobrze wiemy że wszyscy,
którzy to czytają kiedyś ściągali i wiedzą jak to wygląda.
Mnie bardziej interesuje skąd oni wiedzieli kiedy mam chemie, że
napisali do mnie znowu na tej samej lekcji?
Oczywiście nie odczytałam go od razu.
No bo przecież przydało by się dobrze napisać tą kartkówkę.
Kiedy skończyłam od razu sprawdziłam pocztę.
Dostałam się.
Do Ekwadoru.
Czy się cieszyłam?
Nie.
Byłam zawiedziona.
Boże ludzie kto normalny mając do
wyboru USA powtórzę USA, a Ekwador nie wybierze tego pierwszego?
Wspomnę, że ja też jestem nastolatką
wychowaną w XXI wieku gdzie wszyscy wielbimy Stany Zjednoczone.
Oprócz mojej mamy nikt się nie
dowiedział o wiadomości.
Potrzebowałam czasu. Musiałam
zrozumieć. Pogodzić się.
Zajęło mi to tydzień. Kiedy moje
emocje opadły i zaczęłam widzieć plusy, a nie same minusy,
zrozumiałam.
Powiedz mi ile z nas kiedykolwiek
pojedzie do Ekwadoru? Nie wiele. A ja tu będę mieszkać, a nie
tylko potwierdzę się w przekonaniu jakie to te Stany nie są.
Poznam ludzi, będę małą księżniczką dla moich znajomych w
klasie, na uczę się nowego języka, nie tylko potwierdzę się w
przekonaniu jakie to te Stany nie są. Oczywiście nie obrażając
innych uczestników wymiany.
Zaczęłam informować moich przyjaciół
i bliskich. Nie zapomnę jak poinformowałam moją bliską
przyjaciółkę Pędzelka.
Weszłam do pokoju trochę smutna. Od
razu zaczęła się pytać co się dzieje. Powiedziała, że nie
dostałam się do Stanów Zjednoczonych. Zaczęła mnie przytulać i
mówić, że nic się nie stało. I wtedy powiedziałam, że za to
lecę do Ekwadoru na rok. Zaczęła płakać mi w ramię.
Jeżeli to czytasz Pędzelku to
pamiętaj, że Cię kocham.
Z czasem dostałam rodzinę, a potem
poleciałam.
I tak znalazłam się na wymianie. Nie
szkodzi, że pomyliłam kontynent.
Najważniejsze, że zaczynam nową
przygodę.
Pisała wasza
Snow/TaInna
Fue entonces
OdpowiedzUsuń