niedziela, 21 października 2018

To co? Lecimy?

Wiesz jak to jest, kiedy wszyscy wokół ciebie panikują, a ty jako jedyna osoba stoisz w miejscu i nic nie robisz.
Podam taki przykład.
Terroryści atakują miasto. Jesteś w centrum całej sytuacji, ale zamiast uciekać ty stoisz w miejscu i nic nie robisz. Po prostu patrzysz na ludzi wokół ciebie jak uciekają, jak krzyczą ze strachu, jak błagają o pomoc.
Dziwne prawda? Może moja sytuacja przed wyjazdem na wymianę nie wyglądała, aż tak fatalnie, ale wciąż byłam jedyną osobą, która nie odczuwała lęku, a wokół mnie wszyscy uświadamiali mnie jak bardzo to niebezpieczne. W końcu jadę na całkowicie inny kontynent.
Po prostu nie dowierzałam, że lecę na wymianę.
Były tylko dwie sytuacje, które wytrąciły mnie z mojego spokoju.
Jedna z nich była wywołana pewną, ale nie tak straszną jak się później okazało pomyłką.
Miesiąc przed wylotem dostałam informacje, że dzień wylotu został pomylony i wylatuje wcześniej niż inni uczestnicy wymiany. Nie przestraszyło mnie to. Byłam bardziej zdenerwowana niż przestraszona. Później wytłumaczono mi jak będzie wyglądał mój dodatkowy dzień w Ekwadorze. Miałam pojechać do rodziny zastępczej na jeden dzień. Teraz jak myślę o tej sytuacji, to mam same dobre odczucia. Nie żałuje, że poznałam tych ludzi.
Druga bardziej bolesna sytuacja była związana z dniem wylotu.
Mamo jeżeli to czytasz proszę omiń tą część.
Dzień przed wylotem ja, moi rodzice i Pędzel pojechaliśmy do Warszawy. Pożegnałam się tam z kilkoma osobami, spędziłam ostatni wieczór z moją rodziną w Polsce, ogólnie miałam miły czas. Wszystko zaczęło się w nocy. Nie mogłam spać. Myślałam nad tym co się stanie i co się działo. Nie rozumiałam dlaczego wszyscy wokół mnie tak bardzo stresują się moim wyjazdem. Przecież miałam wrócić za dziesięć miesięcy.
Kiedy następnego dnia rano miałam się pożegnać z rodziną, nie umiałam tego zrobić.
Wróćmy do przykładu z terrorystami. Pamiętasz ten przykład? No raczej. Przecież opisałam go parę akapitów wyżej.
Więc jak pamiętasz miasto jest atakowane przez terrorystów, a ty stoisz w samym centrum sytuacji i nic nie robisz. Dodajmy do tego coś jeszcze.
Stoisz w samym centrum ataku, ludzie uciekają. W tłumie uciekających ludzi widzisz najważniejszą dla ciebie osobę. Mama, tata, brat, siostra może przyjaciel albo przyjaciółka. Nie wiem. Wybierz sam, ale tak żebyś później żałował. Tak żeby ciebie to bolało.
Osoba którą wybrałeś jest wyciągnięta z tłumu i brutalnie rzucona na ziemię. Widzisz jej ból, ale nie możesz się ruszyć. Nie wiesz dlaczego. Terrorysta wyciąga broń i przykłada ją do czoła tej osoby. Chcesz krzyczeć, ale to nie możliwe. Ta osoba zaczyna płakać i błagać o litość. Przecież nic nie zrobiła. Więc dlaczego ona ma umrzeć?
W końcu terrorysta strzelił. Ciało wybranej przez ciebie osoby upada na ziemię martwe.
Co czujesz widząc jej śmierć? Właśnie przed twoimi oczami umarła osoba, którą kochasz. Już jej nie zobaczysz. Ani jej łez, ani uśmiechu. Ta osoba zniknęła w momencie strzału. To wina tego terrorysty. On zabił twoją ukochaną osobę. Odebrał ci ją.
Usiądź teraz i pomyśl o tej sytuacji. Wyobraź ją sobie sam. Tak jakbyś naprawdę tam był i to widział.
Mam nadzieję, że odczuwane przez ciebie emocje to gniew i smutek. To są emocje które ja odczuwałam w dniu wylotu.
Gniew, że moje pożegnanie z rodziną nie było prawidłowe. Przecież po szybkim pa i pomachaniu uciekłam za bramki by nikt nie widział jak płacze. Nie tak powinnam się pożegnać. Żałuje, że nie zrobiłam tego jak powinnam.
A smutek? Dlatego, że nie zobaczę moich prawdziwych rodziców przesz dziesięć miesięcy. Na początku nie wydawało się to tak dużo, ale później uświadomiłam sobie jak długi to czas. 
Potem doszedł też strach. Nie bałam się nieznanego. Bałam się, że ludzie których kocham mnie zapomną i zaczną ignorować. 
Tak wyglądały moje ostatnie dni w Polsce.

Pisała waszA
Snow/TaInna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję...

Moja wymiana powoli dochodzi końca. Za kilkanaście dni wracam do Polski, do domu. Nie będę pisać, jak się czuję przed powrotem. Przynajmnie...