Wiecie jak to jest kiedy jesteście na
samym dnie i wydaje się wam, że nie da się już odbić.
Tracicie siłę, nie możecie rano
wstać z łóżka, nie chce wam się walczyć o nic. Nagle wasz
kolorowy świat staje się szary i ponury.
Tak się czułam. Mało osób mogłoby
się spodziewać, że ja tak skończę.
Ta co zazwyczaj pociesza i
stara się uśmiechać. Ta co sarkazmem rozbawia i swoimi wadami się
cieszy. Pierwszy raz w życiu w wieku siedemnastu lat nie dałam
rady. Nie dałam rady nawet udawać, że się uśmiecham, że nic się
nie dzieje.
Poddałam się.
Od dłuższego czasu nie dawałam rady
wstawać. Jak słyszałam budzik chciało mi się płakać.
W tym czasie poznałam pewną osobę.
Chłopaka.
Zaopiekował się mną.
Pokazał mi, że dam radę się odbić.
Zamiast mnie zostawić
pocieszał mnie. Stał obok i po prostu był.
Czasami kiedy wychodziliśmy na miasto
potrafił stanąć i zapytać się mnie dlaczego jestem smutna. Nie
ważne było że cały czas się uśmiechałam. On po prostu mnie
przytulał i kazał płakać.
Jestem mu wdzięczna.
Dużo dla mnie zrobił.
Ale obiecuje mu jedno. Nie ważne co
się stanie jutro. Nie martwię się, że może go już obok mnie nie
być. Nawet jeżeli mnie zostawi, nie będę zła. Nie interesuje
mnie to. On zawsze będzie w mojej pamięci i zawsze będzie miał
swoje miejsce w moim sercu.
Jeżeli to czytasz. Zapamiętaj.
Jestem
słaba. Jestem naiwna. Jestem łatwowierna.
Zniszczyłeś mur mojego serca więc
teraz o nie dbaj. Ponieś konsekwencje swojego czynu.
Ten wpis jest krótki. Jest on do
konkretnej osoby, ale też do innych czytelników.
Nie ważne co się stanie ale zawsze
jest ktoś kto pomoże wam znaleźć światło w tunelu. Nawet jeżeli
myślicie, że tunel jest długi a po drodze nie ma nawet lampki. Ta
osoba ci pokaże, że ta lampka tam jest, a nawet jak nie dacie rady
jej włączyć, to zrobi to za was.
Pisała wasza
Snow/TaInna