czwartek, 15 listopada 2018

Pomoc

Wiecie jak to jest kiedy jesteście na samym dnie i wydaje się wam, że nie da się już odbić.
Tracicie siłę, nie możecie rano wstać z łóżka, nie chce wam się walczyć o nic. Nagle wasz kolorowy świat staje się szary i ponury.
Tak się czułam. Mało osób mogłoby się spodziewać, że ja tak skończę. 
Ta co zazwyczaj pociesza i stara się uśmiechać. Ta co sarkazmem rozbawia i swoimi wadami się cieszy. Pierwszy raz w życiu w wieku siedemnastu lat nie dałam rady. Nie dałam rady nawet udawać, że się uśmiecham, że nic się nie dzieje.
Poddałam się. 
Od dłuższego czasu nie dawałam rady wstawać. Jak słyszałam budzik chciało mi się płakać.
W tym czasie poznałam pewną osobę.
Chłopaka. 
Zaopiekował się mną. Pokazał mi, że dam radę się odbić.
Zamiast mnie zostawić pocieszał mnie. Stał obok i po prostu był.
Czasami kiedy wychodziliśmy na miasto potrafił stanąć i zapytać się mnie dlaczego jestem smutna. Nie ważne było że cały czas się uśmiechałam. On po prostu mnie przytulał i kazał płakać.
Jestem mu wdzięczna.
Dużo dla mnie zrobił.
Ale obiecuje mu jedno. Nie ważne co się stanie jutro. Nie martwię się, że może go już obok mnie nie być. Nawet jeżeli mnie zostawi, nie będę zła. Nie interesuje mnie to. On zawsze będzie w mojej pamięci i zawsze będzie miał swoje miejsce w moim sercu.
Jeżeli to czytasz. Zapamiętaj. 
Jestem słaba. Jestem naiwna. Jestem łatwowierna.
Zniszczyłeś mur mojego serca więc teraz o nie dbaj. Ponieś konsekwencje swojego czynu.

Ten wpis jest krótki. Jest on do konkretnej osoby, ale też do innych czytelników.
Nie ważne co się stanie ale zawsze jest ktoś kto pomoże wam znaleźć światło w tunelu. Nawet jeżeli myślicie, że tunel jest długi a po drodze nie ma nawet lampki. Ta osoba ci pokaże, że ta lampka tam jest, a nawet jak nie dacie rady jej włączyć, to zrobi to za was.

Pisała wasza
Snow/TaInna

Dziękuję...

Moja wymiana powoli dochodzi końca. Za kilkanaście dni wracam do Polski, do domu. Nie będę pisać, jak się czuję przed powrotem. Przynajmnie...