Długo mnie tu nie było. Głównie z
jednego powodu. Zmieniałam rodzinę. Zajęło mi to prawie miesiąc.
A wszystko co działo się w czasie tego miesiąca było jednym
wielkim żartem.
Nie wiem jak można w ogóle do czegoś
takiego dopuścić.
Całą zmianę rodziny zaczęłam od
prostego e-maila do organizacji. Napisałam jak się czuję i co mi
się nie podoba z rodziną. Na następny dzień dostałam odpowiedź,
że bardzo im przykro, ale oni nie mogą z tym nic zrobić i żebym
napisała do mojego wolontariusza. Mówiąc mój wolontariusz mam na
myśli osobę, która zajmuje się osobami na wymianie w danym
mieście. Organizuje dla nas rożne spotkania i ''pomaga'' kiedy tego
potrzebujemy.
Jakie to przykre kłamstwo.
Ich słowo pomoc mija się z znaczeniem
mojego.
Dwa dni później wysłałam do mojego
wolontariusza wiadomość. Odpisała mi, że rozmawiała z moją host
mamą i że według niej nic się nie dzieje.
Jak to przeczytałam uderzyłam się w
twarz z otwartej dłoni. We dwie stwierdziły, że mam się dobrze
bez pytanie MNIE o zdanie. Spoko?
Od razu napisałam, jej że to nie
prawda. Czekałam na odpowiedź tydzień. Nic nie dostałam. Nie, sorry, dostałam coś od mojego wolontariusza. Słyszysz? Ja też nic nie
słyszę. Bo właśnie to dostałam. Ciszę. Byłam ignorowana.
Zaczęłam codziennie pisać krótkie wiadomości do niej. Nie
dostałam od niej żadnej informacji.
Rozumiem. Nie pisać przez tydzień, bo
szuka się rozwiązania, ale ja czekałam trzy tygodnie. TRZY
TYGODNIE. Jaka odpowiedzialna organizacja zachowuje się w ten
sposób?
W ogóle nie myślano o moim zdrowiu
psychicznym. Byłam ignorowana.
Dopiero po miesiącu od napisania do
organizacji e-maila, dostałam telefon. Okazało się, że mam
zmienić host rodzinę.
Ale coś ty. To nie z powodu moich
wiadomości, których wysłałam tonę. To z powodu moich pierwszych
host. Oni napisali do mojego wolontariusza z prośbą o zmianę
rodziny dla mnie.
Już tłumaczę dlaczego napisali.
Chodziłam na treningi koszykówki.
Usłyszałam plotkę, że moja host mama sprawdza czy chodzę na te
treningi i po tym jak mój host tata jedzie do pracy ona przyjeżdża
autobusem do mojej szkoły i się wypytuje czy byłam na treningu. To
była plotka. Nie wiedziałam czy to prawda, ale chciałam wiedzieć
czy to prawda.
Postanowiłam na mały przekręt.
Powiedziałam, że idę na trening, a tak
naprawdę poszłam robić projekt do kolegi. Oczywiście moja host
mama naprawdę poszła sprawdzić czy jestem na treningu. Później
się okazało, że robi zdjęcia z ukrycia mojemu trenerowi, a
jeszcze później, wszystkim moim znajomym.
Przesadziła.
Na następny dzień dostałam telefon.
Zapytano mnie dlaczego to robiłam. Grzecznie wytłumaczyłam i
opowiedziałam całą historię. Oczywiście nie zapomniałam dodać,
że moja host robiła zdjęcia moim znajomym.
Rodzinę zmieniłam w ciągu tygodnia.
Co mnie bardziej zdenerwowało to brak zgodności informacji, które
dostała. Moja host rodzina mówiła jedno, a organizacja drugie.
Nie żałuje tego co zrobiłam. Jestem
szczęśliwa. Gdybym cofnęła czas zrobiłabym to samo.
To jest historia mojego upadku.
Pisała Wasza
Snow/TaInna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz