wtorek, 9 kwietnia 2019

Głupota? W sumie nie wiem

Kiedyś pisałam post o pewnej osobie, która mi pomogła. Oczywiście nie będę o tej osobie drugi raz pisać. Po prostu sprostuję sytuację jaka wyszła z naszej znajomości.
W Ekwadorze na bardzo krótki czas miałam chłopka. Szybko z nim zerwałam mówiąc mu, że kobieta też ma serce i nie powinien traktować nikogo jak zabawkę.
Szczerze?
Nie wiem, czy to prawda, czy kłamstwo, ale gdybym miała wybrać pomiędzy powrotem do niego a utonięciem.
Z przykrością stwierdziłam bym, że to byłby ostatni wpis.
To nie tak, że nie jestem mu wdzięczna za to co zrobił.
Po prostu jaki sens jest wracać do tego, co powinno już nie wracać?
Najgorsze co mnie przez to spotkało, to zdeptanie cierni, które pilnowały mojego serca przed zakochaniem.
Tak naprawdę już wtedy powinnam się wycofać z moim sercem i poczekać, aż ciernie znowu urosną, ale tego nie zrobiłam.
Informacja o tym, że zerwałam z chłopakiem rozeszła się po szkole bardzo szybko. Nie zdziwiło mnie to. W sumie spodziewałam się tego.
Ale było coś czego się nie spodziewałam.
Nie spodziewałam, się że po równych dwóch tygodniach odnowię swoją starą znajomość.
Z czasem zostaliśmy przyjaciółmi, a później zaczęło mi na nim zależeć jak na kimś więcej, ale wmówiłam sobie, że jest dla mnie jak brat.
Fakt, który został stwierdzony:
Powinnam dostać nobla za umiejętność okłamywania wszystkich. Nawet siebie.
Z czasem zrozumiałam, że zależy mi na nim bardziej niż przyjacielu. Rozmawiałam o tym z moją przyjaciółką.
Zawsze kojarzyła mi się z wszystkim zwariowanymi sytuacjami, więc idealne przezwisko dla niej będzie Loca.
Wracając do historii.
Ona powiedziała mi, że powinnam mu powiedzieć prawdę. Ale wyobraźcie sobie:
Po pierwsze
Za około sto dni miałam wracać do Polski
Po drugie
Jak się później okazało, podoba mu się inna dziewczyna
Po trzecie
Nie chcę niszczyć naszej przyjaźni
Patrząc na te trzy punkty powiedzcie mi:
Czy nie lepiej stać z boku i próbować cieszyć się ich szczęściem?
Wtedy myślałam, że dam radę.
Zapominając, że moje serce, wokół którego nie odrosły ciernie, wciąż jest podatne na ból, postanowiłam mu pomóc. Nie słuchałam przyjaciółki, że mogę zostać zraniona. Po prostu stałam przy nim. Jak głupia mu pomagałam. Jak głupia przywiązywałam się do niego coraz bardziej.
Byłam głupia.
Ale nie żałuję niczego.
Nawet dnia kiedy pierwszy raz zobaczyłam ich razem.
Było jakieś małe trzęsienie i wszyscy przerażeni wybiegli z klas w kierunku miejsca zbiórki, oprócz mnie i mojej koleżanki. My dwie spokojnie sobie spacerowałyśmy, rozmawiając i śmiejąc się. Kiedy doszłyśmy na miejsce, podeszłyśmy do jednego z nauczycieli, żeby wpisać się na listę obecnych, po czym wróciłyśmy do spacerowania.
Nigdy nie zapomnę, jak na nią patrzył.
Jak przytulał ją, tak jakby była najsłabszą osobą na świecie.
Jak obchodził się z nią jak z lalką.
Stanęłam jak wryta.
Usłyszałam jak tłucze się szkło. Pomyślałam, że jakieś okno się rozbiło, ale nikt nie krzyczał, ani nie piszczał ze strachu.
Po chwili zrozumiałam, że to mojej serce. Chciałam upaść na ziemię i zbierać odłamki szkła, ale jak mam zbierać coś co nie istnieje?
Nie czekając aż się rozpłaczę na środku boisk, odwróciłam się w stronę Loci. Kiedy stałam obok niej, od razu ją przytuliłam i się popłakałam. Nie wiem jak, ale ona od razu zrozumiała co się dzieje.
Płakałam cicho i słuchałam jak okłamuje wszystkich. Słuchając jak wszystkim mówi, że płaczę, bo tęsknię za domem. Zrozumiałam coś.
Coś co na pewno nie ucieszy mojej mamy.
Coś przykrego.
Zrozumiałam, że muszę zacząć kłamać, żeby się nie dowiedział prawdy.
Kiedy wróciłam do domu, nie miałam siły zjeść do końca obiadu, a jak odeszłam od stołu to od razu zamknęłam się w pokoju.
Cały dzień leżałam w łóżku, w sportowym staniku, rozpinanej bluzie i krótkich spodenkach.
Patrzyłam w sufit, modląc się, żeby do mnie nie napisał.
Jak bardzo zabolała mnie wiadomość od niego, a później informacja, że w sumie wszystko idzie bardzo dobrze.
Nawet pisząc o tym wspomnieniu i tej wiadomości mam załzawione oczy. Trochę przykre, ale nie zmienię tego, że mam takie serce.
Trudne było udawanie, że wszystko jest okej.
Nie przespałam tej nocy. Słuchałam muzyki i myślałam co powinnam zrobić.
Przez następny tydzień unikałam go jak ognia. Starałam się nie pisać z nim dużo i zaczęłam rozważać uciecze.
Dostałam propozycje wolontariatu. Powiedziano, mi że jeżeli pójdę na wolontariat w maju, nie będę chodzić do szkoły i później też do niej nie wrócę. Co się równało z zakończeniem znajomości z chłopakiem, który mi się podoba.
Loca doradziła mi żebym ochłonęła, a potem pomyślała co zrobić.
Po tygodniu ochłonęłam i odpisałam na jego wiadomości, w których nie świadomie mnie ranił.
Najgorsze jest, to że kiedy do mnie pisał "mój potworze", albo "najpiękniejsza blondynka" to dawał mnie nadzieję. Nadzieję którą dawno powinnam stracić.
Tak naprawdę dalej boje się że mogę zranić swoje serce, które już i tak wycierpiało, ale nie zostawię przyjaciela. Za bardzo mi na nim zależy.


Pisała wasza

Snow/TaInna



Dziękuję...

Moja wymiana powoli dochodzi końca. Za kilkanaście dni wracam do Polski, do domu. Nie będę pisać, jak się czuję przed powrotem. Przynajmnie...