piątek, 28 września 2018

Początek

Może zacznę od tego jak w ogóle się dostałam na wymianę?
Cała historia nie jest bardzo skomplikowana.
Rok temu moja przyjaciółka, którą zazwyczaj nazywam Carycą, aplikowała do organizacji, która organizuje wymiany do Stanów Zjednoczonych. Na jej nieszczęście nie udało jej się dostać. Pamiętam jak bardzo płakała.
W tym roku postanowiłam aplikować razem z nią. Caryca podała mi kilka organizacji.
Próbowałam z Flexem i kilkoma innymi organizacjami. Nie miałam szczęścia. Nie dostałam się nigdzie.
Z czasem mój tata zaproponował mi, żebym poszukała czegoś innego. Może wymianę do Holandii, albo jeszcze gdzieś indziej. Stwierdziłam, że to nie jest zły pomysł. Od razu zaczęłam szukać. Po godzinie znalazłam. Organizacja prowadziła wymiany nie tylko z dwoma czy trzema krajami, a ponad dwudziestoma. Oczywiście w proponowanych krajach mieli również Stany Zjednoczone.
Nic nie mówiąc rodzicom zaczęłam wypełniać arkusze. Tydzień później poszłam do kuchni z plikiem kartek i poprosiłam, żeby się podpisali. Kiedy przeczytali co im dałam, byli zdziwieni. Może mama była bardziej dumna, a tata zdezorientowany.
Jeżeli kiedykolwiek będziesz chciała lub chciał pojechać na wymianę, błagam nie rób tego za plecami swoich rodziców. Najpierw usiądź z nimi i porozmawiaj. Zaoszczędzicie sobie problemów.
Moi rodzice podpisali wszystko, a już na następny dzień poszłam z zamiarem wysłania aplikacji na pocztę. Pięć minut później byłam z powrotem w domu. Nie ważne, że poczta jest dziesięć minut piechotą w jedną stronę. Nie dałam rady wysłać tej aplikacji. Co śmieszniejsze ja jej nie wysłałam. Po prostu było to dla mnie coś prawie nie możliwego. Musiałam poprosić moją mamę, żeby zrobiła to za mnie.
Wydaje się śmieszne co?
Mogę wam obiecać, że to nie było śmieszne. To było straszne.
Przenieśmy się w czasie do 28.02.2018 roku.
Dokładnie na lekcji chemii dostałam e-maila. Oczywiście po moim doświadczeniu z innymi organizacjami byłam pewna, że nie dostałam się. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że w następnym tygodniu miałam stawić się w Poznaniu.
Po dziś dzień zastanawiam się jak to możliwe, że moja nauczycielka nie zauważyła, że mój telefon spadł na podłogę?
Wracając do historii. Dokładnie pamiętam kogo spotkałam na rozmowie kwalifikacyjnej i niektóre pytania. ''Co byś zrobiła gdyby...?'' , ''Jakie są twoje obowiązki w domu?'' , ''Czym się interesujesz'' i tym podobne. Siedzieliśmy tam godzinę z hakiem. Kiedy zaczęliśmy się zbierać pani, która prowadziła rozmowę zapytała się mnie czy chce coś zmienić w swoim wyborze krajów. Pomyślałam, że mogę dodać kilka. Miałam wtedy tylko Holandię i Stany Zjednoczone. Postanowiłam zmienić prawie wszystko.
Moim pierwszym wyborem były oczywiście Stany Zjednoczone, potem Ekwador, Argentyna, Holandia, Chile.
Miesiąc później dostałam kolejnego e-maila. Tym razem na poprawie z chemii.
Ale chwila. Co ja robiłam z telefonem na poprawie z chemii? Błagam przecież dobrze wiemy że wszyscy, którzy to czytają kiedyś ściągali i wiedzą jak to wygląda. Mnie bardziej interesuje skąd oni wiedzieli kiedy mam chemie, że napisali do mnie znowu na tej samej lekcji?
Oczywiście nie odczytałam go od razu. No bo przecież przydało by się dobrze napisać tą kartkówkę. Kiedy skończyłam od razu sprawdziłam pocztę.

Dostałam się.

Do Ekwadoru.

Czy się cieszyłam?
Nie.
Byłam zawiedziona.
Boże ludzie kto normalny mając do wyboru USA powtórzę USA, a Ekwador nie wybierze tego pierwszego?
Wspomnę, że ja też jestem nastolatką wychowaną w XXI wieku gdzie wszyscy wielbimy Stany Zjednoczone.
Oprócz mojej mamy nikt się nie dowiedział o wiadomości.
Potrzebowałam czasu. Musiałam zrozumieć. Pogodzić się.
Zajęło mi to tydzień. Kiedy moje emocje opadły i zaczęłam widzieć plusy, a nie same minusy, zrozumiałam.
Powiedz mi ile z nas kiedykolwiek pojedzie do Ekwadoru? Nie wiele. A ja tu będę mieszkać, a nie tylko potwierdzę się w przekonaniu jakie to te Stany nie są. Poznam ludzi, będę małą księżniczką dla moich znajomych w klasie, na uczę się nowego języka, nie tylko potwierdzę się w przekonaniu jakie to te Stany nie są. Oczywiście nie obrażając innych uczestników wymiany.
Zaczęłam informować moich przyjaciół i bliskich. Nie zapomnę jak poinformowałam moją bliską przyjaciółkę Pędzelka.
Weszłam do pokoju trochę smutna. Od razu zaczęła się pytać co się dzieje. Powiedziała, że nie dostałam się do Stanów Zjednoczonych. Zaczęła mnie przytulać i mówić, że nic się nie stało. I wtedy powiedziałam, że za to lecę do Ekwadoru na rok. Zaczęła płakać mi w ramię.
Jeżeli to czytasz Pędzelku to pamiętaj, że Cię kocham.
Z czasem dostałam rodzinę, a potem poleciałam.
I tak znalazłam się na wymianie. Nie szkodzi, że pomyliłam kontynent.
Najważniejsze, że zaczynam nową przygodę.

Pisała wasza
Snow/TaInna

czwartek, 27 września 2018

Gdzie jestem?!

Hej!

Jeżeli trafiłeś lub trafiłaś na tego bloga to znaczy, że jesteś moim przyjacielem albo czytelnikiem.
Na samym początku chce wyjaśnić czym tak dokładnie jest to miejsce.
Będę tu pisać o moich przygodach z wymianą, o wzlotach i upadkach i o tym co najbardziej mnie zdziwiło. W skrócie będzie to mój taki mały internetowy pamiętnik.
Oczywiście nie mam zamiaru podawać tu swoich i innych danych. Byłoby to nieuczciwe z mojej strony.
Jak będzie wyglądać to miejsce?
Czytaliście może kiedyś książkę pt.: „Girl Online''/Zoella? Jeżeli tak to powinno wam być trochę łatwiej zrozumieć wygląd następnych części. A jeżeli nie, to nie ma się czym martwić szybko zrozumiecie. Nie będzie to trudne biorąc pod uwagę, że mój styl pisania nie jest skomplikowany, a raczej przeciętny.
Jeżeli macie jakieś pytania możecie je napisać w komentarzu.

Wasza
Snow/TaInna

Dziękuję...

Moja wymiana powoli dochodzi końca. Za kilkanaście dni wracam do Polski, do domu. Nie będę pisać, jak się czuję przed powrotem. Przynajmnie...