środa, 26 grudnia 2018

Zawsze jest upadek

Długo mnie tu nie było. Głównie z jednego powodu. Zmieniałam rodzinę. Zajęło mi to prawie miesiąc. A wszystko co działo się w czasie tego miesiąca było jednym wielkim żartem.
Nie wiem jak można w ogóle do czegoś takiego dopuścić.
Całą zmianę rodziny zaczęłam od prostego e-maila do organizacji. Napisałam jak się czuję i co mi się nie podoba z rodziną. Na następny dzień dostałam odpowiedź, że bardzo im przykro, ale oni nie mogą z tym nic zrobić i żebym napisała do mojego wolontariusza. Mówiąc mój wolontariusz mam na myśli osobę, która zajmuje się osobami na wymianie w danym mieście. Organizuje dla nas rożne spotkania i ''pomaga'' kiedy tego potrzebujemy.
Jakie to przykre kłamstwo.
Ich słowo pomoc mija się z znaczeniem mojego.
Dwa dni później wysłałam do mojego wolontariusza wiadomość. Odpisała mi, że rozmawiała z moją host mamą i że według niej nic się nie dzieje.
Jak to przeczytałam uderzyłam się w twarz z otwartej dłoni. We dwie stwierdziły, że mam się dobrze bez pytanie MNIE o zdanie. Spoko?
Od razu napisałam, jej że to nie prawda. Czekałam na odpowiedź tydzień. Nic nie dostałam. Nie, sorry, dostałam coś od mojego wolontariusza. Słyszysz? Ja też nic nie słyszę. Bo właśnie to dostałam. Ciszę. Byłam ignorowana. Zaczęłam codziennie pisać krótkie wiadomości do niej. Nie dostałam od niej żadnej informacji.
Rozumiem. Nie pisać przez tydzień, bo szuka się rozwiązania, ale ja czekałam trzy tygodnie. TRZY TYGODNIE. Jaka odpowiedzialna organizacja zachowuje się w ten sposób?
W ogóle nie myślano o moim zdrowiu psychicznym. Byłam ignorowana.
Dopiero po miesiącu od napisania do organizacji e-maila, dostałam telefon. Okazało się, że mam zmienić host rodzinę.
Ale coś ty. To nie z powodu moich wiadomości, których wysłałam tonę. To z powodu moich pierwszych host. Oni napisali do mojego wolontariusza z prośbą o zmianę rodziny dla mnie.
Już tłumaczę dlaczego napisali.
Chodziłam na treningi koszykówki. Usłyszałam plotkę, że moja host mama sprawdza czy chodzę na te treningi i po tym jak mój host tata jedzie do pracy ona przyjeżdża autobusem do mojej szkoły i się wypytuje czy byłam na treningu. To była plotka. Nie wiedziałam czy to prawda, ale chciałam wiedzieć czy to prawda.
Postanowiłam na mały przekręt.
Powiedziałam, że idę na trening, a tak naprawdę poszłam robić projekt do kolegi. Oczywiście moja host mama naprawdę poszła sprawdzić czy jestem na treningu. Później się okazało, że robi zdjęcia z ukrycia mojemu trenerowi, a jeszcze później, wszystkim moim znajomym.
Przesadziła.
Na następny dzień dostałam telefon. Zapytano mnie dlaczego to robiłam. Grzecznie wytłumaczyłam i opowiedziałam całą historię. Oczywiście nie zapomniałam dodać, że moja host robiła zdjęcia moim znajomym.
Rodzinę zmieniłam w ciągu tygodnia. Co mnie bardziej zdenerwowało to brak zgodności informacji, które dostała. Moja host rodzina mówiła jedno, a organizacja drugie.
Nie żałuje tego co zrobiłam. Jestem szczęśliwa. Gdybym cofnęła czas zrobiłabym to samo.

To jest historia mojego upadku. 

Pisała Wasza
Snow/TaInna




czwartek, 15 listopada 2018

Pomoc

Wiecie jak to jest kiedy jesteście na samym dnie i wydaje się wam, że nie da się już odbić.
Tracicie siłę, nie możecie rano wstać z łóżka, nie chce wam się walczyć o nic. Nagle wasz kolorowy świat staje się szary i ponury.
Tak się czułam. Mało osób mogłoby się spodziewać, że ja tak skończę. 
Ta co zazwyczaj pociesza i stara się uśmiechać. Ta co sarkazmem rozbawia i swoimi wadami się cieszy. Pierwszy raz w życiu w wieku siedemnastu lat nie dałam rady. Nie dałam rady nawet udawać, że się uśmiecham, że nic się nie dzieje.
Poddałam się. 
Od dłuższego czasu nie dawałam rady wstawać. Jak słyszałam budzik chciało mi się płakać.
W tym czasie poznałam pewną osobę.
Chłopaka. 
Zaopiekował się mną. Pokazał mi, że dam radę się odbić.
Zamiast mnie zostawić pocieszał mnie. Stał obok i po prostu był.
Czasami kiedy wychodziliśmy na miasto potrafił stanąć i zapytać się mnie dlaczego jestem smutna. Nie ważne było że cały czas się uśmiechałam. On po prostu mnie przytulał i kazał płakać.
Jestem mu wdzięczna.
Dużo dla mnie zrobił.
Ale obiecuje mu jedno. Nie ważne co się stanie jutro. Nie martwię się, że może go już obok mnie nie być. Nawet jeżeli mnie zostawi, nie będę zła. Nie interesuje mnie to. On zawsze będzie w mojej pamięci i zawsze będzie miał swoje miejsce w moim sercu.
Jeżeli to czytasz. Zapamiętaj. 
Jestem słaba. Jestem naiwna. Jestem łatwowierna.
Zniszczyłeś mur mojego serca więc teraz o nie dbaj. Ponieś konsekwencje swojego czynu.

Ten wpis jest krótki. Jest on do konkretnej osoby, ale też do innych czytelników.
Nie ważne co się stanie ale zawsze jest ktoś kto pomoże wam znaleźć światło w tunelu. Nawet jeżeli myślicie, że tunel jest długi a po drodze nie ma nawet lampki. Ta osoba ci pokaże, że ta lampka tam jest, a nawet jak nie dacie rady jej włączyć, to zrobi to za was.

Pisała wasza
Snow/TaInna

niedziela, 21 października 2018

To co? Lecimy?

Wiesz jak to jest, kiedy wszyscy wokół ciebie panikują, a ty jako jedyna osoba stoisz w miejscu i nic nie robisz.
Podam taki przykład.
Terroryści atakują miasto. Jesteś w centrum całej sytuacji, ale zamiast uciekać ty stoisz w miejscu i nic nie robisz. Po prostu patrzysz na ludzi wokół ciebie jak uciekają, jak krzyczą ze strachu, jak błagają o pomoc.
Dziwne prawda? Może moja sytuacja przed wyjazdem na wymianę nie wyglądała, aż tak fatalnie, ale wciąż byłam jedyną osobą, która nie odczuwała lęku, a wokół mnie wszyscy uświadamiali mnie jak bardzo to niebezpieczne. W końcu jadę na całkowicie inny kontynent.
Po prostu nie dowierzałam, że lecę na wymianę.
Były tylko dwie sytuacje, które wytrąciły mnie z mojego spokoju.
Jedna z nich była wywołana pewną, ale nie tak straszną jak się później okazało pomyłką.
Miesiąc przed wylotem dostałam informacje, że dzień wylotu został pomylony i wylatuje wcześniej niż inni uczestnicy wymiany. Nie przestraszyło mnie to. Byłam bardziej zdenerwowana niż przestraszona. Później wytłumaczono mi jak będzie wyglądał mój dodatkowy dzień w Ekwadorze. Miałam pojechać do rodziny zastępczej na jeden dzień. Teraz jak myślę o tej sytuacji, to mam same dobre odczucia. Nie żałuje, że poznałam tych ludzi.
Druga bardziej bolesna sytuacja była związana z dniem wylotu.
Mamo jeżeli to czytasz proszę omiń tą część.
Dzień przed wylotem ja, moi rodzice i Pędzel pojechaliśmy do Warszawy. Pożegnałam się tam z kilkoma osobami, spędziłam ostatni wieczór z moją rodziną w Polsce, ogólnie miałam miły czas. Wszystko zaczęło się w nocy. Nie mogłam spać. Myślałam nad tym co się stanie i co się działo. Nie rozumiałam dlaczego wszyscy wokół mnie tak bardzo stresują się moim wyjazdem. Przecież miałam wrócić za dziesięć miesięcy.
Kiedy następnego dnia rano miałam się pożegnać z rodziną, nie umiałam tego zrobić.
Wróćmy do przykładu z terrorystami. Pamiętasz ten przykład? No raczej. Przecież opisałam go parę akapitów wyżej.
Więc jak pamiętasz miasto jest atakowane przez terrorystów, a ty stoisz w samym centrum sytuacji i nic nie robisz. Dodajmy do tego coś jeszcze.
Stoisz w samym centrum ataku, ludzie uciekają. W tłumie uciekających ludzi widzisz najważniejszą dla ciebie osobę. Mama, tata, brat, siostra może przyjaciel albo przyjaciółka. Nie wiem. Wybierz sam, ale tak żebyś później żałował. Tak żeby ciebie to bolało.
Osoba którą wybrałeś jest wyciągnięta z tłumu i brutalnie rzucona na ziemię. Widzisz jej ból, ale nie możesz się ruszyć. Nie wiesz dlaczego. Terrorysta wyciąga broń i przykłada ją do czoła tej osoby. Chcesz krzyczeć, ale to nie możliwe. Ta osoba zaczyna płakać i błagać o litość. Przecież nic nie zrobiła. Więc dlaczego ona ma umrzeć?
W końcu terrorysta strzelił. Ciało wybranej przez ciebie osoby upada na ziemię martwe.
Co czujesz widząc jej śmierć? Właśnie przed twoimi oczami umarła osoba, którą kochasz. Już jej nie zobaczysz. Ani jej łez, ani uśmiechu. Ta osoba zniknęła w momencie strzału. To wina tego terrorysty. On zabił twoją ukochaną osobę. Odebrał ci ją.
Usiądź teraz i pomyśl o tej sytuacji. Wyobraź ją sobie sam. Tak jakbyś naprawdę tam był i to widział.
Mam nadzieję, że odczuwane przez ciebie emocje to gniew i smutek. To są emocje które ja odczuwałam w dniu wylotu.
Gniew, że moje pożegnanie z rodziną nie było prawidłowe. Przecież po szybkim pa i pomachaniu uciekłam za bramki by nikt nie widział jak płacze. Nie tak powinnam się pożegnać. Żałuje, że nie zrobiłam tego jak powinnam.
A smutek? Dlatego, że nie zobaczę moich prawdziwych rodziców przesz dziesięć miesięcy. Na początku nie wydawało się to tak dużo, ale później uświadomiłam sobie jak długi to czas. 
Potem doszedł też strach. Nie bałam się nieznanego. Bałam się, że ludzie których kocham mnie zapomną i zaczną ignorować. 
Tak wyglądały moje ostatnie dni w Polsce.

Pisała waszA
Snow/TaInna

piątek, 28 września 2018

Początek

Może zacznę od tego jak w ogóle się dostałam na wymianę?
Cała historia nie jest bardzo skomplikowana.
Rok temu moja przyjaciółka, którą zazwyczaj nazywam Carycą, aplikowała do organizacji, która organizuje wymiany do Stanów Zjednoczonych. Na jej nieszczęście nie udało jej się dostać. Pamiętam jak bardzo płakała.
W tym roku postanowiłam aplikować razem z nią. Caryca podała mi kilka organizacji.
Próbowałam z Flexem i kilkoma innymi organizacjami. Nie miałam szczęścia. Nie dostałam się nigdzie.
Z czasem mój tata zaproponował mi, żebym poszukała czegoś innego. Może wymianę do Holandii, albo jeszcze gdzieś indziej. Stwierdziłam, że to nie jest zły pomysł. Od razu zaczęłam szukać. Po godzinie znalazłam. Organizacja prowadziła wymiany nie tylko z dwoma czy trzema krajami, a ponad dwudziestoma. Oczywiście w proponowanych krajach mieli również Stany Zjednoczone.
Nic nie mówiąc rodzicom zaczęłam wypełniać arkusze. Tydzień później poszłam do kuchni z plikiem kartek i poprosiłam, żeby się podpisali. Kiedy przeczytali co im dałam, byli zdziwieni. Może mama była bardziej dumna, a tata zdezorientowany.
Jeżeli kiedykolwiek będziesz chciała lub chciał pojechać na wymianę, błagam nie rób tego za plecami swoich rodziców. Najpierw usiądź z nimi i porozmawiaj. Zaoszczędzicie sobie problemów.
Moi rodzice podpisali wszystko, a już na następny dzień poszłam z zamiarem wysłania aplikacji na pocztę. Pięć minut później byłam z powrotem w domu. Nie ważne, że poczta jest dziesięć minut piechotą w jedną stronę. Nie dałam rady wysłać tej aplikacji. Co śmieszniejsze ja jej nie wysłałam. Po prostu było to dla mnie coś prawie nie możliwego. Musiałam poprosić moją mamę, żeby zrobiła to za mnie.
Wydaje się śmieszne co?
Mogę wam obiecać, że to nie było śmieszne. To było straszne.
Przenieśmy się w czasie do 28.02.2018 roku.
Dokładnie na lekcji chemii dostałam e-maila. Oczywiście po moim doświadczeniu z innymi organizacjami byłam pewna, że nie dostałam się. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że w następnym tygodniu miałam stawić się w Poznaniu.
Po dziś dzień zastanawiam się jak to możliwe, że moja nauczycielka nie zauważyła, że mój telefon spadł na podłogę?
Wracając do historii. Dokładnie pamiętam kogo spotkałam na rozmowie kwalifikacyjnej i niektóre pytania. ''Co byś zrobiła gdyby...?'' , ''Jakie są twoje obowiązki w domu?'' , ''Czym się interesujesz'' i tym podobne. Siedzieliśmy tam godzinę z hakiem. Kiedy zaczęliśmy się zbierać pani, która prowadziła rozmowę zapytała się mnie czy chce coś zmienić w swoim wyborze krajów. Pomyślałam, że mogę dodać kilka. Miałam wtedy tylko Holandię i Stany Zjednoczone. Postanowiłam zmienić prawie wszystko.
Moim pierwszym wyborem były oczywiście Stany Zjednoczone, potem Ekwador, Argentyna, Holandia, Chile.
Miesiąc później dostałam kolejnego e-maila. Tym razem na poprawie z chemii.
Ale chwila. Co ja robiłam z telefonem na poprawie z chemii? Błagam przecież dobrze wiemy że wszyscy, którzy to czytają kiedyś ściągali i wiedzą jak to wygląda. Mnie bardziej interesuje skąd oni wiedzieli kiedy mam chemie, że napisali do mnie znowu na tej samej lekcji?
Oczywiście nie odczytałam go od razu. No bo przecież przydało by się dobrze napisać tą kartkówkę. Kiedy skończyłam od razu sprawdziłam pocztę.

Dostałam się.

Do Ekwadoru.

Czy się cieszyłam?
Nie.
Byłam zawiedziona.
Boże ludzie kto normalny mając do wyboru USA powtórzę USA, a Ekwador nie wybierze tego pierwszego?
Wspomnę, że ja też jestem nastolatką wychowaną w XXI wieku gdzie wszyscy wielbimy Stany Zjednoczone.
Oprócz mojej mamy nikt się nie dowiedział o wiadomości.
Potrzebowałam czasu. Musiałam zrozumieć. Pogodzić się.
Zajęło mi to tydzień. Kiedy moje emocje opadły i zaczęłam widzieć plusy, a nie same minusy, zrozumiałam.
Powiedz mi ile z nas kiedykolwiek pojedzie do Ekwadoru? Nie wiele. A ja tu będę mieszkać, a nie tylko potwierdzę się w przekonaniu jakie to te Stany nie są. Poznam ludzi, będę małą księżniczką dla moich znajomych w klasie, na uczę się nowego języka, nie tylko potwierdzę się w przekonaniu jakie to te Stany nie są. Oczywiście nie obrażając innych uczestników wymiany.
Zaczęłam informować moich przyjaciół i bliskich. Nie zapomnę jak poinformowałam moją bliską przyjaciółkę Pędzelka.
Weszłam do pokoju trochę smutna. Od razu zaczęła się pytać co się dzieje. Powiedziała, że nie dostałam się do Stanów Zjednoczonych. Zaczęła mnie przytulać i mówić, że nic się nie stało. I wtedy powiedziałam, że za to lecę do Ekwadoru na rok. Zaczęła płakać mi w ramię.
Jeżeli to czytasz Pędzelku to pamiętaj, że Cię kocham.
Z czasem dostałam rodzinę, a potem poleciałam.
I tak znalazłam się na wymianie. Nie szkodzi, że pomyliłam kontynent.
Najważniejsze, że zaczynam nową przygodę.

Pisała wasza
Snow/TaInna

czwartek, 27 września 2018

Gdzie jestem?!

Hej!

Jeżeli trafiłeś lub trafiłaś na tego bloga to znaczy, że jesteś moim przyjacielem albo czytelnikiem.
Na samym początku chce wyjaśnić czym tak dokładnie jest to miejsce.
Będę tu pisać o moich przygodach z wymianą, o wzlotach i upadkach i o tym co najbardziej mnie zdziwiło. W skrócie będzie to mój taki mały internetowy pamiętnik.
Oczywiście nie mam zamiaru podawać tu swoich i innych danych. Byłoby to nieuczciwe z mojej strony.
Jak będzie wyglądać to miejsce?
Czytaliście może kiedyś książkę pt.: „Girl Online''/Zoella? Jeżeli tak to powinno wam być trochę łatwiej zrozumieć wygląd następnych części. A jeżeli nie, to nie ma się czym martwić szybko zrozumiecie. Nie będzie to trudne biorąc pod uwagę, że mój styl pisania nie jest skomplikowany, a raczej przeciętny.
Jeżeli macie jakieś pytania możecie je napisać w komentarzu.

Wasza
Snow/TaInna

Dziękuję...

Moja wymiana powoli dochodzi końca. Za kilkanaście dni wracam do Polski, do domu. Nie będę pisać, jak się czuję przed powrotem. Przynajmnie...